Słoneczna pogoda i afrykańskie fronty gorącego powietrza rozgościły się już na dobre w kraju nad Wisłą. Oczywiście to, jak co roku z resztą, początek serii wspaniałych zjawisk na ulicach, plażach i innych miejscach publicznych. Mowie oczywiście o tabunach pięknych dziewcząt, rozebranych bardziej niż chciałby tego ich matki i na pewno o wiele bardziej, niż mogliby to znieść ich ojcowie. Drzewa są zielone, ptaszki ćwierkają, ludzie są opaleni i bardziej szczęśliwi niż przez resztę roku, generalnie żyje się dostatniej. Żeby jednak nie było tak kolorowo, w każdej pięknej sytuacji musi się pojawić, jakiś zgniły akcent. Nie inaczej jest z latem. I nie, nie chodzi mi tym razem o tą cholerną plagę komarów ( na szczęście jeszcze bez malarii), ani kleszczy nafaszerowanych boreliozą, bardziej niż warszawskie koksy testosteronem. Chodzi mi o coś, o wiele bardziej związanego z motoryzacją, a właściwie o gości w kabrioletach. No czy jest coś bardziej wk&*wiającego? W tym momencie możecie myśleć, że nie, ale już pędzę z wyjaśnieniami.

Ludzie podobnie jak reszta zwierząt dysponują szerokim wachlarzem zachowań, które można określić jako taniec godowy. Wyzywający makijaż, dekolt sięgający ostatniej pary żeber, szorty odsłaniające cellulit, to wszystko dobrze znamy i nawet lubimy. To że twierdzimy inaczej będąc na spacerze z wybranką swojego serca, nic nie znaczy i chyba każdy jest świadomy tej tajemnicy poliszynela. Jeżeli nie znajdźcie Morfeusza, weźcie niebieską tabletkę i zobaczcie wreszcie prawdziwy świat. Niestety męska część populacji, nie ma możliwości skorzystania z tak oczywistych i prostych opcji. Musimy więc robić z siebie idiotów w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób. Część katuje się na crossfitcie, część rozrzuca pliki banknotów na prawo i lewo, jakby byli królami Kataru, nawet jeśli na co dzień żyją za najniższą krajową.

Najgorsi są jednak goście w kabrioletach. Nie dość, że na ich oglądanie jesteśmy skazani wszyscy, to na dodatek emanują w najgorszy możliwy sposób, uważaniem siebie za Jarosławów królów świata. Nawet jeżeli kabriolet który prowadzą to paskudny Peugeot 307. Serio, kto przy zdrowych zmysłach uważa, że można na to wyrwać cokolwiek? Przecież ślepe staruszki płaczą ze śmiechu na jego widok. Z resztą sprawy nie poprawiają też droższe auta, szczerze mówiąc to nawet ją pogarszają. Ok, ale spytacie, czemu poświęcam temu zjawisku aż tyle uwagi? Znana jest przecież zasada, nie chcesz nie oglądaj. Macie częściową rację, ale tylko częściową. Dlaczego? Po pierwsze nie da się na to nie patrzeć, bo gdziekolwiek się nie ruszysz w lato, spotykasz tych gości na każdym kroku. Zupełnie jakby czaili się za rogiem i tylko czekali na cynk, że właśnie wyszedłeś z domu. Po drugie, nie samo zjawisko mnie drażni, ale to jak wpływa na ogólne postrzeganie przez społeczeństwo faceta w kabrio.

Otóż podróżowanie, autem bez dachu w piękny, słoneczny, letni dzień, jest jednym najprzyjemniejszych doznań jakie może zafundować sobie człowiek. Tego poczucia wolności i integracji ze światem i autem nie daje nic innego. Jeżdżenie cabrio jest po prostu wyśmienitą zabawą, nie ważne czy to stare Renault, czy nowe Mercedes S. Zastrzyk endorfin jest automatyczny i niepowstrzymany. No może trochę go psuje jak na głowę narobi Ci ptak, ale fuck this, to przecież na szczęście. Serio, prowadzenia samochodu bez dachu zmienia największego gbura i pesymistę w tryskającego czystym optymizmem człowieka. Całość lekko zahacza o problem zakupu BMW. To też świetne auta, dające olbrzymią dawkę frajdy z jazdy, ale niestety przez randomowych ludzi jesteś postrzegany jako kolejny frajer nieużywający kierunkowskazów.

Budzi to mój smutek i pożałowanie nad losami, wszystkich normalnych ludzi, którzy spełniają swoje marzenia na przekór szarym nastrojom wypełniającym nasz kraj i kupują sobie samochód, z którego cieszyć można się zaledwie przez parę weekendów w roku. Zupełnie na to nie zasługują, wręcz przeciwnie. Zasługują na to, abyśmy wszyscy cieszyli się ich szczęściem i tym że mają jaja podejmować odważne decyzje. Dlatego też apeluję! Nie bądź burakiem, nie bądź tanim żigolakiem, nie zmieniaj się w sebe wyklętego, kiedy tylko wsiądziesz na chwile do kabrioletu. Daj żyć normalnym ludziom i poczuj się do odrobiny odpowiedzialności za wizerunek gościa w cabrio. I wierz mi opłaci Ci się to! Kobiety wolą dyskretny lans od żałosnego krzyku „Patrzcie na mnie, jestem super Sebą w Peugocie bez dachu”. Dzięki. Podpisano autor i wielbiciele kabrioletów.

Dodaj komentarz