Pogoda w tym roku nie rozpieszcza. Nie dość, ze lato jakieś takie, mówiąc dyplomatycznie „brytyjskie”, to jeszcze jesień wdziera się do kraju szybciej i agresywniej niż zachodni sąsiedzi w ’39. Wszystko to wprowadza, przynajmniej mnie, w dziwny rodzaj nostalgicznego i melancholijnego nastroju. Trochę wspominamy letni relaks, ciepłe promienie na twarzy, przeżyte imprezy, spokojne chwile nad jeziorem, morzem, czy w lesie. Ale mój mózg każe mi się babrać w przeszłości jeszcze dalej i głębiej. Dzisiaj właśnie parę słów o tym, a szczególnie w kontekście dróg i zapachów.

Kia Picanto 1.0 MPI Business Line fot. Piotr Majka

Życie wielu z nas rzuciło z dala od rodzinnego domu. Mimo, że często teraz swoje obecne miejsce zamieszkania nazywamy domem, to czujemy pod skórą gdzie są nasze korzenia, czy tam ojcowizna, zwał jak zwał. Co by nie robić, w głowie człowieka na zawsze pozostają wyryte miejsca i wydarzenia z przeszłości, szczególnie z czasów beztroskiego dzieciństwa. Nie inaczej jest z drogami. Ręka do góry, kto w ciągu ostatnich wakacji odwiedził okolice w których się wychował? Na drogi na których po raz pierwszy poprowadził samochód Ojca, którymi pierwszy raz wracał odwożony w stanie agonalnym, przez znajomych po zajebistej imprezie, gdzie kiedyś jeździł rowerem wyobrażając sobie, że to ścigacz z MotoGP. Takich miejsc się nie zapomina. Chociaż bywa to niekiedy zgubne. Zachęceni letnią, luźną atmosferą i bliskością rodzinnego domu, wielu z nas dociska mocniej gaz. No przecież znam ta drogę jak własną kieszeń, nikt na tej ulicy nie jest ode mnie szybszy. Kończy się to często w rowach i na drzewach, trzeba więc zachowywać sporą dozę zdrowego rozsądku.

Suzuki Swift fot. Marta Witkowska

Mimo wszystko nie skupiajmy się na tych tragicznych aspektach, a podelektujmy się chwilą. W takich momentach i na takich drogach, szyba automatycznie opuszcza się w dół, słyszymy odgłos opon toczących się po nagrzanym, przez lipcowe słońce asfalcie, cichy dźwięk pracującego silnika, nawet narzekania marudnych dzieci, zdają się bezdźwięczne, zupełnie jakby siedziały w idealnie wygłuszonej, osobnej kabinie, 500 metrów z tyłu. Przez to opuszczone okno, zaczyna za to dobiegać do nas zapach. Zapach wszystkich najlepszych chwil młodości, rozgrzanego asfaltu, kwiatów i olejków eterycznych z przydrożnych drzew, czyjegoś domowego obiadu, koszonej trawy, powietrza nawilżonego przez płynącą nieopodal rzekę, zapach włosów dziewczyny która przed laty była Twoją miłością, albo wody kolońskiej chłopaka w którym się podkochiwałaś.

Ford Mustang GT fot. Piotr Majka

Ten koktajl wywoła pozytywne uczucia u każdego, nawet największego pesymisty i sceptyka. Wystarczy tylko poczuć jedność z naturą, samochodem, drogą. Żaden inny środek transportu i żadna inna pora roku nie niesie ze sobą tylu pozytywnych wrażeń i wspomnień. Warto chwile nad tym pomyśleć, siedząc w ciemnym mieszkaniu, podczas kolejnego jesiennego deszczu. Zamknąć oczy i odpłynąć w kierunku tych znanych ulic, szczęśliwych i beztroskich lat i chociaż trochę podładować akumulatory, bo jak mawia klasyk „winter is coming”. A wraz z jej nadejściem trzeba zbierać siły do latania bokami, po zaśnieżonych parkingach i mniej uczęszczanych drogach. Pozdrawiam gorąco!

Jeep Wrangler fot. Piotr Majka

Dodaj komentarz