Mała szwedzka firma, założona zaledwie 23 lata temu, która sprzedała swój pierwszy samochód zaledwie 15 lat temu, upokorzyła wart miliardy euro gigantyczny koncern. I to drugi raz w ciągu miesiąca! Aż, chce się dodać legendarne „Poznaj ich sekret!”. No to w takim razie dowiedzmy się o co chodzi.

Pierwszy policzek.

Koenigsegg bo tak nazywa się owa mała szwedka firma, pobił kolejny rekord. Zaledwie parę tygodni temu świat obiegła nowina, że nowe dziecko Bugatti, czyli model Chiron przyspiesza od 0 do 400km/h, a następnie hamuje do zera w 42 sekundy. Każdy był w szoku, ludzie bili brawo, a korki od szampanów strzelały. Bugatti, należące do koncerny Volkswagena, było z siebie tak dumne, że na targach we Frankfurcie, wystawili swoje auto z wymalowaną liczą 42 na grillu. Ich radość nie trwała jednak zbyt długo, bo Szwedzi w takiej samej próbie, zaledwie parę dni później uzyskali czas 36 sekund! To był pierwszy policzek w kierunku mega-koncernu z Wolfsburga, niestety najgorsze dla nich miało dopiero nadejść.

Owocne wakacje w Stanach.

Christian von Koenigsegg, który swoją firmę założył w wieku zaledwie 22 lat, wybrał się ostatnio na wycieczkę do Stanów. Z racji, że jest człowiekiem oddanym sprawom swojej firmy, a także nie lubi się nudzić, na wyprawę za wielką wodę zabrał ze sobą Niklasa Lilja, nadwornego kierowcę testowego swoje marki, oraz jeden egzemplarz swojego najnowszego dzieła czyli modelu Agera RS. Panowie, w asyście kilku bezstronnych gości od pomiarów, udali się na pustynie w stanie Nevada, gdzie na prostym zamkniętym odcinku jednej z dróg wzięli się za rekreacyjne bicie rekordów.

Rękawica została rzucona.

W trakcie dwóch przejazdów, w obie strony, bo tak właśnie oficjalnie ustanawia się rekordy, osiągnęli średnio 447 km/h! Wyczyn może się wydawać niemal niemożliwy, szczególnie dla gości z Bugatti, którzy twierdzą, że ich Chiron pojechałby nawet 480 km/h, ale niestety opony pozwalają tylko na 420. Ciekawe, bo Koenigsegg chwali się, że swojego wyczynu, nie dość że dokonali na publicznej drodze, to jeszcze na standardowych oponach, na których każda Agera RS opuszcza fabrykę. Czyli ktoś tu musi wciskać nam kit i wszystko wskazuje na to, że nie są to Szwedzi. Bugatti czekamy na Twój ruch…

Dodaj komentarz