Połowa marca 2017. W Polsce połowa arktycznej zimy, powodującej kliniczną depresję u większości i tak niezbyt zadowolonego z życia społeczeństwa. Dla mnie to czas corocznej, służbowej (nie związanej z motoryzacją) podróży do Włoch. Co prawda czasu wolnego nie ma zbyt wiele, ale południowe słońce, w połączeniu z lekkim winem i pysznym jedzeniem, potrafią zdziałać cuda. Co to ma wspólnego z samochodami? I to jeszcze tymi z Niemiec? Zapraszam na podróż do Włoch.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

No dobrze, to zanim przejdziemy do naszego dzisiejszego gościa, parę słów wstępu. Skąd w ogóle w naszym rękach wzięło się nowe A6? Otóż, moja podróż służbowa wymaga wypożyczenia auta, aby siebie i cała firmową ekipę wozić przez tydzień po Bolonii i okolicach. Jak co roku zamówiłem w wypożyczalni auto z klasy średnich vanów, jak co roku vany się skończyły i wypożyczalnia musiała mi dać w zamian coś innego. Tym razem, owym czymś innym było świeżutkie, Audi A6 Ultra TDI. Co to jest to Ultra w nazwie to jeszcze do tego dojdziemy. Póki co nie uprzedzajmy faktów. Taki obrót spraw spowodował, że naturalnym stało się skorzystanie z okazji i przeprowadzenie testu auta spod znaku czterech pierścieni. Tym bardziej, że polska centrala Audi jest chętna do współpracy z naszym portalem niczym Jaruzelski do rozmów z Solidarnością (czyli może kiedyś się dogadamy). Ma to oczywiście swoje plusy, bo nikt nie będzie nam później gderał, że krytyka poszła za daleko i już możemy się pożegnać z kolejnymi testami. Get ready!

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Oczywiście jak pewnie niektórzy z Was się już orientują, nie jestem zwolennikiem marki Audi. Naturalnie doceniam wiele z aut wyprodukowanych przez nich na przełomie dziejów. Jednak takie zwykłe A trójki, czwórki, czy szóstki uważam, że niedorzecznie drogie, a przy tym nieznacznie ulepszone Skody. Tak wiem, że „odrobinę” przesadzam i głównie chodzi tutaj o prestiż marki. Nie skupiajmy się jednak na moich osobistych preferencjach, a raczej na obiektywnej ocenie produktu oznaczonego jako A6.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Auto odebrałem z ciasnego parkingu pełnego małych włoskich wynalazków w tylu fiatów 500 w każdej odmienia i kolorze, oraz Jeepów Renegade (efekty wykupienia Chryslera przez Fiata). Czarna, elegancka szóstka zdecydowanie wyróżniała się na tym tle, mniej więcej jak maturzysta w garniturze na tle dzieci z zerówki. Styliści Audi stanęli na wysokości zadania i stworzyli pokaźnego sedna idealnego dla swojego targetu (co to za target, powiem na koniec). Stonowane linie, idealna ilość chromowanych dodatków, które zaznaczają wysoki status, zamiast przywoływać odpustowe skojarzenia. Duże, gładkie połacie blachy, pozbawione zbędnych udziwnień, dość wąska linia okien, nadająca przysadzistości i sportowego charakteru, oraz świetne proporcje nadwozia, to wszystko znajdziecie w tym klasycznym sedanie.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Kiedy patrzysz na tą limuzynę do głowy przychodzą od razu dwa słowa, solidność i prestiż. Jedynym fałszywym akcentem są nieco za małe według mnie koła. Fakt bywają gorsze egzemplarze, z jeszcze mniejszymi felgami i wyższym profilem opon, ale to są wersje Janusz edyszyn, której żaden normalny człowiek nie powinien dotykać w obawie przed zarażaniem, groźną chorobą o nazwie „Passatoza złośliwa”. W moim egzemplarzu nie było tak, źle i może przymknąć oko na ten minus, tym bardziej,  że nie tracimy nic z komfortu resorowania.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Gdybym miał wybrać trzy elementy A6, które podobają mi się w nim z zewnątrz to, po pierwsze tylne światła, jak dla mnie istny majstersztyk sztuki użytkowej w wykonaniu Niemców. Niby nic szczególnego, same proste linie, jakby projektant miał do dyspozycji jedynie linijkę i ekierkę, a mimo to mógłbym patrzeć na nie, no może nie godzinami, ale zawsze z przyjemnością zawieszam na nich wzrok. Po drugie wydechy, proste, nieprzekombinowane, a mimo to wzbudzające lekki respekt. Po trzecie wielka atrapa chłodnicy, której kształt i wykończenie zostało doprowadzone do absolutnej perfekcji. Ogólnie sedan Audi nie jest autem, które stanowi mój obiekt pożądania i jego stylistyka jest dla mnie mimo wszystko zbyt prosta i nudna, jednak szanuje to jak umiejętnie i nienachalnie auto buduje wokół siebie atmosferę produktu premium i obcowania z formalnym środowiskiem poważnych panów w garniturach.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

No dobrze, ale zadawanie szyku pod centralą korporacji to tylko jedna z wielu czynności do jakich ten samochód jest przeznaczony. A6 to typowy, autostradowy połykacz kilometrów. Jego właściciel (czy może bardziej użytkownik, bo właścicielami są głównie banki i towarzystwa leasingowe) będzie przemierzał nim z pewnością solidne dystanse. Głównie będzie, więc oglądał auto od środka i w tymże środku musi się czuć dobrze niczym korposzczur w boxie na ołpenspejsie. Czy tak jest w istocie?

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Cóż we wnętrzu A6 naprawdę ciężko byłoby poczuć się źle. Po pierwsze ilość miejsca, może nie jest to przedłużane A8, ale nikt nie będzie narzekał. Z pewnością Audi bije w tym miejscu na głowę swoich konkurentów spod znaku wirującego śmigła. Szóstka to mimo wszystko bardziej samochód do prowadzenia, niż bycia wożonym, a i tak pasażerowie tylnej kanapy nie będą narzekać na brak miejsca na nogi, nad głową, czy w zasadzie gdziekolwiek. Do tego dochodzi, wygodna kanapa, pozbawiona nadmiernej twardości, jak to miało miejsce we wcześniejszych modelach Audi, a przy tym nie męczy nadmiarem galaretowej miękkości, jak w niektórych „francuzach”. Bardziej jednak wypadałoby się skupić na doznaniach płynących z przednich foteli a w szczególności tego po lewej. Tutaj inżynierowie z Inglostadt kolejny raz zasłużyli na swoje roczne premie i stworzyli kabinę, w której dobrze będzie się odnajdywała zarówno twarda businesswoman o wzroście małej dziewczynki, jak i dwu-metrowy menadżer wyższego szczebla z tatusiowym brzuszkiem.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Obecność ducha niemieckiego pragmatyzmu i logiki, jest odczuwalna bardziej niż obecność Ducha Świętego w Świątyni Opatrzności na warszawskim Wilanowie. Nie znajdziecie tutaj wyszukanych form, udziwnień, zaskakujących rozwiązań, artystycznych uniesień, takie bzdury są kompletnie obce Audi. Za pewne sporą rolę odgrywa tu fakt jak długo auto w obecnej odsłonie jest już na rynku. Znajdziecie za to coś innego, przemyślane rozwiązania, doprowadzone do perfekcji. Wyczujecie skupienie twórców na tym, aby wszystko działało prawidłowo, żeby każda opcja w menu, każdy przycisk, każda kontrolka była tam gdzie oczekujesz i działała tak jak powinna. Nie jest to może zbyt porywające, ale umówmy się jeżeli ktoś kupuje A6 to nie po to, żeby się w nim zakochiwać codziennie od nowa. To przede wszystkim narzędzie do przemieszczania się, bardzo gustowne i dobrze wykonane, ale jednak, tylko narzędzie.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Przejdźmy jednak do elementu, który w samochodach ogólnie jest dosyć istotny, a w przypadku Audi zawsze lekko działa mi na nerwy. Chodzi oczywiście o prowadzenie. Ogólnie rzecz biorąc, cywilne modele spod znaku czterech pierścieni, zawsze kojarzą mi się z pchaniem załadowanej taczki, czyli mało precyzji, płużenie przodem i zero frajdy. Tutaj sprawę miała pogorszyć jeszcze jedna sprawa, a mianowicie to tajemnicze oznaczenie Ultra. Co się za nim kryje?

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Otóż Audi w ten przewrotny sposób nazwało, swoją linie bardziej oszczędnych modeli. No niezłe są z nich żartownisie, musicie przyznać. Przecież każdemu normalnemu człowiekowi słowo Ultra w nazwie samochodu automatycznie kojarzy się, z mocarnym silnikiem, ogniem z wydechów i przyspieszeniem na poziomie rakiety ziemia-powietrze. Niemieckie poczucie humoru, sprawiło, że Audi spod znaku Ultra to raczej słabsze wersje silnikowe, zoptymalizowane w kierunku uzyskiwania jak najniższego spalania. W ten właśnie sposób na pokładzie mojej włoskiej A6 znalazł się dwulitrowy diesel o mocy 190 koni, połączony z automatyczną, 7-mio biegową skrzynią biegów, wyposażoną w wahadło odśrodkowe, redukujące drgania na niskich obrotach. Do tego dochodzi nieco obniżone zawieszenie względem wersji bez Ultra, oraz opony o niskich oporach toczenia. Jak to wszystko działa w praktyce?

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Otóż całkiem nieźle, jak na samochód o przeznaczeniu bycia „eko”, to nawet nad wyraz dobrze. W gruncie rzeczy jeśli nie wiedziałbyś, że ten samochód ma się przysługiwać ochronie środowiska to prowadząc go nie domyśliłbyś się tego zamysłu projektantów. To chyba najlepiej świadczy o klasie inżynierów Audi, bo potrafili stworzyć ekologiczne (przynajmniej w zamyśle) auto, bez narażania przyszłych kierowców na wyrzeczenia. Oczywiście z tym byciem „zielonym” nie przesadzajmy, A6 fakt jest oszczędne ale głownie na autostradzie, ewentualnie innej drodze, gdzie możemy przez dłuższy okres poruszać się ze stałą prędkością. Wtedy możemy oczekiwać wyników spalania na poziomie poniżej 5 litrów i to naprawdę bez żadnego wysiłku. Gorzej jest w mieście, tutaj średnio dynamiczna jazda skutkuje pojawieniem się liczby powyżej 7 na komputerze pokładowym, a i wynik powyżej dziewiątki nie jest jakimś karkołomnym wyczynem. Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę rozmiary, wagę i ilość luksusu jaki znajduje się na pokładzie A6, to i tak można dać mu medal za bycie rozsądnie pazernym na paliwo.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Jak się ma sprawa z samym prowadzeniem? Na autostradzie jest super, stabilnie, wygodnie, cicho, mocy jest wystarczająco, gorzej sprawa ma się w mieście, a szczególnie na zakrętach. Nagle tracimy precyzję, auto staje się podatne na „wyjeżdżanie” przodem, a nadwozie mimo przyjemnie sztywnego zawieszenia, zdaje się być osadzone na gumowym wózku. Czyli jednym słowem Audi Classic. Cóż, nie spodziewałem się niczego innego, toteż nie jestem zawiedziony. Na plus powiem, że i tak w tym eko A6 jest lepiej niż w poprzednim modelu nawet, gdy nie było to żadne Ultra.

Audi A6 fot. Marcin Witkowski

Przyszedł czas na podsumowanie całego spotkania z niemiecką limuzyną. Czy ja bym kupił ten samochód? Nie. Czy to jest zły samochód, niewarty uwagi? Zdecydowanie nie! Dla kogo więc jest najnowsze A6 w wersji Ultra? Przede wszystkim dla kogoś, kto nie jest fanem motoryzacji, ale lubi dobre, solidne rzeczy. Fanatyk samochodów będzie się męczył leniwym sterowaniem, średnim prowadzeniem i ogólną nudą designu, czy brakiem wrażeń. Za to ktoś, kto jest poważnym gościem w białym kołnierzyku, pokonującym często niemałe odległości, traktującym samochód jako kolejne narzędzie, którego musi użyć w trakcie swojej drogi do sukcesu będzie A6 oczarowany. Serio. Tutaj nie ma się do czego przyczepić, jeżeli myślisz o samochodach, czysto użytkowo. Myślę, że A6 wyznacza swoją własną klasę pod tytułem „sedan użytkowy” i jest w tej klasie królem.

3 KOMENTARZE

  1. Czy ty kupilbys ten samochod? odpowiadasz – nie. Oczywiscie,ze nie,bo Cie nigdy nie bedzie na niego stac. Typowe narzekanie polaczka cebularza. Sikalbys w majtki,gdyby moglby byc Twoj.

  2. Przepraszam ale nie zgadzam sie z teza, ze nikt nie bedzie narzekał na ilość miejsca. Ja narzekam. Bylem dzis w kilku salonach samochodowych i w A6 jest ciasno z tyłu. Dotykałem głową podsufitki. Wiecej miejsca bylo w BMW 5. Natomiast najwiecej miejsca bylo w Mazdzie 6.

Dodaj komentarz