Tak, tak, wiem że dobry dziennikarz, nie tylko motoryzacyjny, ale każdy powinien być jak policjant śledczy. To znaczy zachowywać emocjonalny dystans do sprawy, którą bada. Kiedy wiesz, że nienawidzisz jakiegoś auta, to podświadomie będziesz dążył do tego, żeby udowodnić jak bardzo jest złe. Mimo że to tylko Twoja subiektywna opinia. Z gloryfikowaniem samochodów, które się lubi jest tak samo. Zawsze mam to w głowie kiedy siadam do pisania kolejnego testu. Staram się skupić na faktach, a nie tylko na moich prywatnych preferencjach. Tym razem będzie to wyjątkowo trudne. Przed Wami test Nissana Navara 2017, samochodu przy którym bawiłem się najlepiej od dawna…

Postępująca wycinka lasów niszczy naturalne tereny, na których występuje Navara.

Pick-up, ale czy tylko do pracy?

Picku-up’y mimo rosnącej popularności, nadal nie są zbyt częstym widokiem na polskich ulicach. Natomiast kiedy je już spotkamy to w znakomitej większości są jedynie wołami roboczymi w małych i średnich przedsiębiorstwach budowlanych. Mało kto kupuje taki samochód do roli life-style’owego daily drivera. Uuuu strasznie duże zagęszczenie angielskich wyrazów się nam tutaj zrobiło. Żeby było bardziej po polsku, niewiele osób kupuje wóz z paką jako auto  do codziennego użytkowania, zwłaszcza kiedy jest młodym, aktywnym „człowiekiem z pasją”. To poważny błąd i postaram się Wam właśnie to dziś udowodnić.

Brązowy lakier, pod kolor do drewna.

Wieloletnia tradycja.

Nasz dzisiejszy gość to już czwarta  generacja modelu Navara, chociaż ludzie z Nissana mają już o wiele dłuższe doświadczenie w produkcji aut z paką (pierwszego pick-up’a wyprodukowali w 1935 roku!). Nie będziemy jednak odnosić się do historii marki, tym bardziej, że nowa Navara ma coraz mniej wspólnego z topornym wołem roboczym do taplania w błocie i wożenia pustaków, a coraz więcej z samochodem, który nie czuje się zagubiony w miejskiej dżungli. Do testów dostałem auto w wersji DoubleCab, czyli z podwójną kabiną. Co prawda zmniejsza nieco użytkową powierzchnię paki, ale za to oferuje większy komfort dla pasażerów, szczególnie tych na tylnej kanapie.  Do wyboru jest jeszcze wersja KingCab, czyli ta o większych walorach, nazwijmy to „roboczych”, ale z krótszym przedziałem pasażerskim. Jednak ta opcja nas dziś nie interesuje, bo bardziej life style’owa jest z pewnością kabina podwójna. Dlaczego? Bo jest autem do wszystkiego, o tym jednak za chwilę.

Toporny? Broń boże!

Przy pierwszym kontakcie Navara sprawia wrażenie ogromnej i ma się wrażenie, że podróżowanie po ciasnych, zakorkowanych ulicach stolicy będzie prawdziwą gehenną. Na szczęście okazuję się to tylko mylnym, pierwszym wrażeniem. Zatrzymajmy się jednak na chwilę w tym miejscu i pomówmy chwilę o wyglądzie zewnętrznym naszego Nissana. To co zauważycie od razu, to to jaki respekt budzi japoński pick-up. Zdecydowanie nie jest zabaweczką dla zniewieściałych synków bogatych tatusiów. Przed Wami stoi kawał blachy na dużych kołach z baloniastymi oponami. Maska jest mniej więcej na tej wysokości na której w innych samochodach jest dach. Połacie blachy są przeogromne, a kanciasta bryła dodatkowo pogłębia wrażenie, ze mamy do czynienia z prawdziwym twardzielem na kołach.

Nie trzeba żadnych terenowych opon, zwykłe zimówki dają radę!

Prawdziwy twardziel.

Jednak to tylko jedno oblicze Navary, kiedy zaczniemy się przyglądać uważniej zobaczymy, że ten twardziel, to nie toporny troglodyta, a raczej kulturalny bywalec jednej z miejskich siłowni. Oprócz wielkich rozmiarów i kanciastych kształtów mamy tutaj również całkiem sporą dozę bardziej wyrafinowanych krzywizn, wyważoną ilość chromowanych dodatków, a w naszej testówce również ciekawy brązowy lakier. Wszystko razem tworzy niezwykłą mieszankę, z jednej strony wiemy, że mamy przed sobą auto, które nie boi się żadnego ciężkiego zadania, a w błocie i leśnych ostępach odnajduje się lepiej niż niejeden leśniczy. Z drugiej stoi przed nami wygodne, budzące respekt auto bulwarowe, któremu nie sposób odmówić  nuty mocnej, męskiej elegancji. To właśnie jest pierwszy powód dla którego Navara to najbardziej lifestyle’owe auto w mieście. Z jednej strony będziecie postrzegani jako ciekawe świata aktywne osoby, które lubią spędzać czas za miastem, na łonie natury, a  jednocześnie nikt nie będzie Was wytykał palcami, mówiąc przy tym „patrzcie na tego dziwaka z lasu, pewnie jeszcze śmierdzi mchem i moczem sarny!”. Wizerunkowo to auto idealne szczególnie dla ludzi młodych, no i nie oszukujmy się głownie mężczyzn. Chociaż kobieta wysiadająca zza  kierownicy tego samochodu automatycznie zyskałby dodatkowe punktu, przynajmniej w moich oczach.

Kopny piach to przepis na świetną zabawę.

Wygoda i sprawność.

Nissan Navara to jednak nie auto w stylu „dzieło sztuki użytkowej”, nikt nie będzie się tutaj zachwycał wyszukanymi formami i ażurowymi felgami, bo ich tutaj po prostu nie ma. Nissan nie jest jednak broń boże nudny, kiedy go widzicie od razu przychodzą do głowy setki rzeczy które można z nim zrobić, a można naprawdę sporo. Do samej jazdy jeszcze dojdziemy, teraz czas na szybki przegląd wnętrza Navary. Tutaj pick-up najbardziej pokazuje swoją wygodną i przyjemną naturę. Kiedy wsiądziecie do środka możecie zupełnie zapomnieć, że siedzicie w samochodzie, który na pakę może załadować tonę gruzu. Odczucia są podobne jak w dużym SUVie, mamy sporo miejsca, pasażerowie, dzięki dużemu rozstawowi kół siedzą daleko od siebie, ogólnie panuje poczucie przestronności.

Na tą pakę możecie załadować całą tonę dziewczyn!

Król bezdroży!

Nasza testówka, jak to bywa w przypadku aut z parków prasowych, skonfigurowana była dość bogato, chociaż tak naprawdę, większość ważnych rzeczy dostajecie już w standardzie. Wyjątkiem są skórzane fotele, ale nie jestem przekonany, że to rzecz za którą warto dopłacać, spokojnie można pozostać przy czarnej tapicerce. Same fotele, są duże i wygodne, za to kiepsko u nich z trzymaniem bocznym, co akurat w aucie tego typu nie będzie dużym minusem. Jeżeli chodzi o komfort na tylnej kanapie. Sam na niej tylko siedziałem na postoju i wszystko wydawało się w porządku, sporo miejsca na nogi i nad głową, jedynie oparcie mogłoby być bardziej pochylone. Mój niezastąpiony kompan testowania, czyli Łukasz nie stwierdził ubytków na komforcie podczas podróżowania zarówno z przodu jak i z tyłu, różnice pojawiają się dopiero w terenie, ale to akurat zupełnie normalne.

System mocowania towaru jest świetnym pomysłem.

Całe wrażenie z podróżowania Navarą po drogach utwardzonych jest zaskakująco cywilizowane. Jeżeli jeździliście pick-up’ami to wiecie, że komfort jest słaby i czuć ogólne nastawienie konstrukcji pod ciężką pracę, a nie przyjemne połykanie kilometrów w drodze na wakacje. Tutaj mamy jedno i drugie naraz. Czujemy, że to solidne i wielkie auto do pracy, ale jednocześnie komfortowy pojazd na co dzień.

Duży, ale poręczny.

A jak z wrażeniami z za kierownicy? Z tej perspektywy zdecydowanie najłatwiej zakochać się w Nissanie. Pierwsze wrażenie, tak jak mówiłem, autobus. Siedzimy nienaturalnie wysoko, mamy wrażenie, że maska kończy się w sąsiednim województwie, a paka na drugiej półkuli. To wrażenie jednak bardzo szybko mija. Na parkingu pomaga system kamer dający obraz 360 stopni, który znacznie ułatwiający manewrowanie, a przód maski po prostu widać przez przednią szybę jeżeli się trochę wychylicie. Wystarczy odrobina wyczucia i minimum zdrowego rozsądku. Oczywiście nie polecam dla osób które są w stanie przytrzeć na parkingu nawet Smarta, ale to uznaję za przypadki beznadziejne. Swoją drogą czy Smart zmieściłby się na pace Navary? Wydaje mi się, że na luzie.

Fajerwerków może nie ma, ale biedy z pewnością też nie.

Ciasne parkingi zostawmy jednak za sobą i ruszmy na normalną drogę. Tutaj wrażenie ciasnoty ustępuje wrażeniu, że jedziemy radiowozem na sygnale. Każdy nam ustępuje, każdy zjeżdża w popłochu z lewego pasa, wszyscy jak jeden mąż boją się być rozjechani na miazgę przez wielkiego Nissana. Aż jestem ciekawy jak to wygląda w jeszcze większym o rozmiar Titanie, wtedy już chyba przyjeżdża wojsko, żeby ewakuować bezbronnych cywili. Jeżeli chodzi o współżycie społeczne z ruchem na drogach to zupełnie możecie porzucić jakiekolwiek obawy.

Dobry nie tylko w terenie.

Jak jest z samym prowadzeniem na asfalcie? Tutaj również nie ma na co narzekać. W nowej Navarze zastosowano zupełnie nowe wielowahaczowe zawieszenie na tylnej osi, które dba nie tylko o komfort pasażerów, ale też o to aby tylna oś miała stały kontakt z podłożem nawet na niespodziewanych nierównościach. To szczególnie istotne, ponieważ na co dzień Nissan jest autem tylnonapędowym, a nie muszę chyba dodawać czym to może się skończyć w połączeniu ze śliską nawierzchnią i pustą paką. Rozwiązanie zaproponowane przez japońskich inżynierów sprawia,  że podróżowanie Navarą, nawet przy wyższych prędkościach, jest przyjemnie spokojne, a nie jak walka o życie.

Gniazdko w sam raz do podłączenia smartfona, lub kamery.

Mocny i oszczędny.

Również do dynamiki nie można się przyczepić. 190 konny diesel rozpędza wielką kupę blachy zaskakująco sprawnie, a przy tym nie jest pazerny na paliwo. Przy mojej ciężkiej stopie Navara w mieście spaliła niewiele ponad 10 litrów, w trasie spokojnie zejdziecie do 7,5 litra. Możnaby stwierdzić, że pod maską Nissana znajduje się silnik idealny, ale niestety aż tak kolorowo nie jest. Eko terroryści wymusili spełnianie ultra-rygorystycznej normy EURO-6, musimy więc babrać się z dolewaniem mocznika, zwanego AdBlue. Całe szczęście Nissan rozwiązał sprawę komfortowo i estetycznie, montując dwa wlewy po jednym na każdą stronę auta, jeden do oleju napędowego, a drugi do składnika sików.

Pełny wybór, jak na terenówkę przystało.

No dobrze, ale Navara to nie jest jakiś tam wypacykowany SUV który dobrze się sprawdza na asfalcie, za to w lekkim terenie wpada w panikę, o nie! Za kierownicą Nissana prawdziwa zabawa zaczyna się po zjechaniu z utwardzonej szosy. Chociaż swoją drogą na normalnej ulicy też można się świetnie bawić za sprawą napędu na tył. Tego wątku nie będę jednak rozwijał gdyż upalanie auta z tylnym napędem stało się ostatnio rzeczą niezwykle niewygodną wizerunkowo, cóż takie czasy. W terenie za to nie ma oburzonych „madek” ani ich „horyh curek” można się więc bawić do woli i w tym przypadku do woli znaczy naprawdę DO WOLI. Prędzej Wy spękacie, niż Navara powie stop. Moja testówka była już na zimowych oponach, co dodawało sprawności, zwłaszcza na luźnym podłożu. Nissan jedzie przez piach i błoto jak czołg, a przy tym robi to z taką gracją i łatwością, że dosłownie wprawia pasażerów w osłupienie. Nie są jej straszne strome piaszczyste podjazdy, czy błotniste zjazdy, sprawia wrażenie jakby nie można było jej niczym zaskoczyć. Czuć, że to prawdziwe auto terenowe, a nie udający terenówkę suvik.

SUVy powinny zacząć palić się ze wstydu.

Wszystko to sprawia, że Navara jest autem do wszystkiego i przy tym nie jest, jak to zwykle bywa w takich przypadkach do niczego. To jeden z bardzo niewielu aut, które sprawdza się w niemal każdej sytuacji. Jedyne w czym sobie nie poradzi to agresywna jazda po torze, ale umówmy się to zupełnie nie jego bajka, za to cała reszta jak najbardziej. Codzienna jazda do pracy, po zakupy itp.? Nie ma sprawy, jest wygodnie, a jak zamówicie sobie jakąś pokrywkę na pakę to każde zakupy się zmieszczą. Wieczór w teatrze, albo drogiej knajpie? Wystarczy, że go umyjecie i już wygląda stylowo. Wakacje z rodziną? Tym taranem dojedziecie na miejsce bez problemu nawet jeżeli wybraliście sobie wczasy nad jednym z Syberyjskich jezior. Wypad w teren? Navara już merda ogonem i trzyma smycz w pysku. Prace na działce, trzeba coś przewieźć? Bez mrugnięcia okiem. A daje to wszystko, zadowalając się 7 litrami oleju napędowego w trasie, przy cenie zaczynającej się od 128 tysięcy, czyli przyzwoicie wyposażona będzie kosztować 150k. Za tyle możecie mieć średnio wyposażonego Passata, który zawiśnie na byle wyższym krawężniku, albo coś co pokochacie. Jeżeli nie od pierwszego wejrzenia, to po maksymalnie 3 dniach za kierownicą. Świetna robota Nissanie!

Dodaj komentarz