Volvo S60. W swojej obecnej wersji jest już na rynku dłużej niż pamiętają najstarsze renifery. Oczywiście w międzyczasie poddano go zabiegom odświeżającym, które nadały nieco nowoczesności szwedzkiemu sedanowi, czyniąc go bardziej kanciastym i ostrzejszym, zgodnie z obowiązującymi trendami. Właściwie to jesteśmy w przeddzień zaprezentowania nowej generacji, my jednak trochę na pożegnanie obecnej, zabraliśmy S60 w wersji D4 podrasowanej przez Polestara na wycieczkę nad Bałtyk, aby auto mogło spojrzeć  z daleka na swoją ojczyznę (chociaż to technicznie niemożliwe). Jak sprawdziła się skandynawska limuzyna na początku polskiej jesieni sprawdźcie sami.

Na początku muszę się przyznać, że Volvo to jedna z moich ulubionych marek w segmencie premium. Na szczęście nie jestem psychofanem, który przymyka oko na te wszystkie niedociągnięcia Szwedów powodujące, że przez lata byli o krok za swoją niemiecką konkurencją. Ich auta może były bardziej bezpieczne niż te z innych marek, ale ogólnie technicznie stały o krok niżej. Spójrzcie choćby na ich s80, wielki, niezgrabny sedan z niezbyt porywającymi silnikami i napędem na przód. No jak coś takiego mogłoby być używane jako wyznacznik statusu posiadacza? Zobaczcie jak wyglądały Mercedes S, Audi A8 albo BMW 7 produkowane równolegle z ostatnią generacją „esosiemdziesiątki”, różnica jak między Las Palmas a Lasem Kabackim. Na szczęście w międzyczasie nastąpiło przejęcie marki przez Chińczyków, co dla niektórych było sygnałem, że rozpoczął się początek końca szwedzkiego producenta. Życie pokazało jednak coś totalnie odwrotnego. Od tego momentu, pod wpływem rzeki dolarów płynących wprost z Państwa Środka, Volvo zaczęło przeżywać drugą młodość, dając nam tak fenomenalne i innowacyjne auta jak nowe S/V90 czy obłędne XC90.

Skończmy te dywagacje na temat samej firmy, wróćmy za to do naszej dzisiejszej gwiazdy. Właściwie to nie byle jakiej gwiazdy, a Gwiazdy Polarnej, co jednoznacznie potwierdza emblemat na tylnej klapie. Ta błękitna plakietka dla laika nie oznacza w zasadzie nic, poza tym że jest błękitna. Za to dla tych, którzy wiedzą o motoryzacji cokolwiek więcej, jest jasne że Polestar to taki odpowiednik AMG, czy M GmbH, tylko że od spraw Volvo. W przeciwieństwie do niemieckich aut po wizycie u nadwornych tunerów, tutaj nie ma emanowania przepychem i pseudosportowym charakterem, nie uświadczycie napompowanych nadkoli, czy zderzaków wyglądających jak usta „uzupełnione” botoksem. Naklejka na klapie bagażnika to jedyna oznaka, że coś tutaj jest inaczej niż normalnie. Dla tych co uważają, że to bez sensu, posłużę się pewną metaforą. Auta z pakietami AMG, czy M, wyglądają jak dresiarze napompowani sterydami, a przy tym pijący tanią wódkę, paląc najtańsze fajki pod osiedlowym sklepem. Niby wyglądają na koksów, ale wiesz, że w rzeczywistości nie są tak silni i sprawni na jakich wyglądają. S60tka z pakietem Polsetara jest jak zawodnik karate, czy innego judo w dobrze skrojonym garniturze. Nie rzuca się w oczy, ale kiedy będzie trzeba złoi skórę „osiedlowym twardzielom” bez zdejmowania marynarki.

Mimo upływu lat szwedzkie auto, wciąż może się podobać. Fakt może nieco za dużo tu obłości jak na obecne standardy, ale jakimiś cudownym sposobem na co dzień są zupełnie niezauważalne. Wręcz przeciwnie, S60 wygląda surowo i minimalistycznie, słowem po skandynawsku. Niby nie ma tu żadnych stylistycznych fajerwerków, czy artystycznych detali, ale wszystko razem tworzy niebywale spójną i elegancką całość. Całości wrażenia dopełnia chłodny jak wieczna zmarzlina, metaliczny lakier i nowe 19to calowe felgi. Ciężko to wytłumaczyć, ale patrzenie na naszą testówkę jest równie kojące jak gapienie się na szwedzką tundrę. To, że tak jest, przy takim stażu na rynku na rynku zasługuje na prawdziwe słowa uznania.

Czas wsiąść do środka i sprawdzić, czy we wnętrzu sytuacja jest równie dobra jak na zewnątrz. Mamy tu do czynienia jednak z małym dysonansem, z jakiego powodu powiem za chwilę. Po pierwsze czeka Was smutna wiadomość, po wnętrzu S60tki najbardziej widać upływ czasu. Konkurencja uciekła już w nową erę i nie da się tego ukryć. Z pewnością kokpit w nowej generacji będzie przewyższał swoich oponentów, co można wnioskować chociażby patrząc na nowe S/V90. Póki co siedzimy  w obecnej odsłonie szwedzkiego sedana, a tutaj, jest jak jest. Mamy konsolę centralną z wysypem guzików i ekranem, który o zgrozo nie jest dotykowy! Jak żyć?! Dobrze, że przynajmniej zegary nie są archaicznymi budzikami, bo można by się poczuć jak w muzeum. Tak wiem, że przesadzam, ale robię to celowo, bo przesiadając się na przykład z Audi do naszego Volvo, poczujecie się jakbyście przesiedli się z Pendolino do starego blaszanego  pociągu relacji Pilawa-Lublin. No może nie do końca, aż tak ale wrażenie będzie zbliżone.

Mimo całego swojego podstarzenia się, wnętrze S60tki to jedno z najprzyjemniejszych miejsc w jakich można być na ziemi. Dużo aluminium, albo plastiku który świetnie je udaje, zero twardego plastiku, wszędzie gdzie spojrzycie, albo dotkniecie jest miękkie tworzywo, lub skóra. Do tego fotele, które są zdecydowanie jednymi z najwygodniejszych na świecie. Klasycznie dla Volvo nie ma możliwości regulacji zagłówków i równie klasycznie ani razu nie odczujecie potrzeby ich regulowania, skoro są w idealnej pozycji i są bajecznie wygodne. Po przejechaniu 500 kilometrowej trasy bez żadnego postoju, wysiądziecie z auta zrelaksowani jakbyście wsiedli do niego 10 minut temu. Co do samej obsługi całego systemu dowodzenia, to mnogość przycisków ma swoje dobre strony. Nie musimy przegrzebywać się przez dziesiątki opcji za pomocą jednego pokrętła, tutaj większość opcji jest „na wierzchu”, dzięki dedykowanemu przyciskowi. Co prawda potrzeba nieco czasu, żeby się ze wszystkim oswoić i nauczyć co gdzie jest, ale wbrew pozorom jest to o wiele łatwiejsze niż mogłoby się wydawać.

We wnętrzu mamy do dyspozycji sporą ilość miejsca, zwłaszcza w porównaniu do niemieckiej konkurencji. Cieszy fakt możliwości opuszczenia fotela kierowcy dostatecznie nisko, co nie jest wcale oczywiste, zwłaszcza dla kogoś kto, tak jak ja lubi siedzieć „na ziemi”. Podróż umili nam również bardzo przyjemny system audio od harman&kardon. Ciekawostką jest zainstalowany na pokładzie tuner tv, którego pewnie użyjecie trzy razy w życiu. Czy można powiedzieć coś więcej? Jest wygodnie, przyjemnie, porządnie, solidnie, ale niestety nie wystarczająco nowocześnie jak na swoją klasę. To ostatnie akurat dla jednych będzie wadą, dla innych natomiast zaletą. Każdy musi sprawdzić samemu, czy taki styl mu pasuje.

Z racji, że do testów otrzymaliśmy auto po kuracji Polestara, najciekawszą częścią spotkania z S60 będzie sprawdzenie go na drodze. Silnik to 2 litrowa jednostka napędzana olejem napędowym, o mocy 200 koni i 440 Nm momentu obrotowego. Cała ta moc jest przenoszona na przednie koła poprzez nową 8-mio biegową automatyczną skrzynię biegów.  Do tego mamy sztywniejsze zawieszenie, a także dodatkową rozpórkę przednich kielichów. Może to budzić obawy o komfort, tym bardziej kiedy spojrzymy na cienki pasek gumy, którym oklejono 19 calowe obręcze. Na szczęście powyższe obawy okazują się być zupełnie bezpodstawne, przynajmniej do momentu kiedy nie jedziemy po leśnych duktach, w każdym innym wypadku jest komfortowo, nawet kiedy poruszamy się po tak zwanych” kocich łbach”.

Komfort w tym przypadku nie oznacza jednak jakichkolwiek ustępstw jeżeli chodzi o precyzje prowadzenia. Ta jest na o wiele wyższym poziomie niż „zadowalający”. Prowadzenie S60tki to czysta przyjemność niezależnie od tego, czy jeździcie po mieście od świateł do świateł, czy pokonujecie łuki autostrady z prędkością bliską maksymalnej, czy jeździcie po wąskich krętych drogach Pomorza. Wszędzie tam szwedzki sedan, będzie działał tak samo idealnie i bez wzruszenia będzie pokonywał kolejne kilometry. Na owacje zasługuje nowy automat, kiedy tego chcemy przerzuca biegi absolutnie niewyczuwalnie, a kiedy akurat tego potrzebujesz dba o to, żeby przełożyć w oka mgnieniu całą moc na asfalt robiąc to maksymalnie efektywnie. To właśnie jest w Volvo najlepsze. Chcemy szybko jeździć i mieć dużo mocy w zasięgu nogi? Nie ma problemu, auto poda nam to wszystko na tacy, za to jeżeli wieziemy mamusie do kościoła, będzie najbardziej cywilizowanym i dostojnym sedanem w dziejach człowieka, ani na moment nie pokazując swojej drugiej, szybkiej natury.

Na koniec pora odpowiedzieć na fundamentalne pytanie. Czy to dobre auto? Bez sprzecznie tak, pomimo swoich, niewielkich wad i nieco trącącego myszką wnętrza. Komfort podróżowania, charakter auta, który dopasowuje się do naszych aktualnych preferencji, bajecznie wygodne fotele, przyjemne materiały i porządne audio, relatywnie niewielkie zapotrzebowanie na paliwo (około 6 litrów w trasie i 7 w mieście) tworzą z S60tki samochód idealny do codziennego użytkowania. Niestety obecna generacja ma jeden bardzo poważny kłopot. Chodzi o oddech młodszego brata na karku, który jest już mocno wyczuwalny, a wszystko wskazuje na to, że nowa odsłona przyćmi swojego naprawdę dobrego poprzednika. Tak czy owak, Volvo jest zdecydowania na idealnej drodze, aby wyrzucić swoją niemiecką konkurencję z siodła, czy to się uda? Zobaczymy, ja mocno im kibicuję.

 

1 KOMENTARZ

  1. Znajomy nie tak dawno odebrał swoje V40 właśnie z tym silnikiem. I kiedy powiedział mi co zamówił, to kręciłem głową, tym bardziej, że poprzednio jeździł mocną benzyną. Zdziwiłem się mocno jak mnie przewiózł a potem dał mi porpowadzić. To naprawdę fajnie, żwawo jeździ… Ciekaw jestem jak dużą różnicę odczułbym po przesiadce do D5.

Dodaj komentarz