Jeszcze do niedawna samochody kombi kojarzyły się z typowo rodzinnymi. Przy czym nie wszystkim taki typ nadwozia się podobał. Najgorzej mieli Ci młodzi, bez dużej rodziny. Masz kombi? A po co Ci to? Czasy się jednak zmieniły, a wygląd kombi z wielkiego klocka stał się niezwykle interesujący. I tu dochodzimy do testowanego Megane. Kiedyś wersja kombi była traktowana przez projektantów po macoszemu. Dziś Megane jest według mnie najładniejszym autem segmentu C. I to w każdej wersji nadwozia. Wersja GT-Line natomiast nie ingeruje w to co mamy pod maską, za to oferuje sportowe elementy zarówno na zewnątrz jak i we wnętrzu. A gdzie najlepiej sprawdzić jak sprawuje się całokształt? Na krętych drogach polskich Bieszczad.

GT Line czyli GT tylko z wyglądu

Megane jest modelem, który ma naprawdę bogatą ofertę personalizacji. Możemy wybrać spośród trzech wersji nadwoziowych, a nawet dwóch wersji sportowych: GT i od niedawna najbardziej rasowego RS-a. Pośród nich jest jeszcze jedna opcja – GT-Line. Jest to wizualna odmiana sportowej wersji GT, wyposażona w słabszą jednostkę napędową i przede wszystkim kosztująca troszeczkę mniej. Z zewnątrz są to niewielkie detale, takie jak srebrne lusterka czy bardziej rasowo zarysowany przedni zderzak. Pojawiły się oczywiście emblematy sygnowane wersją GT-Line i delikatna atrapa dyfuzora na tylnym zderzaku. Wyróżnione detale są na tyle subtelne, że nie będziemy osądzani o kicz jeśli ktoś dowie się, że pod maską znajduje się silnik o pojemności zaledwie 1.2 litra.

Jeśli chcemy aby wnętrze było zupełnie wyjątkowe wystarczy dopłacić 1000 zł. Wtedy otrzymujemy półkubełkowe fotele, skórzaną kierownicę i niebieskie przeszycia. Renault wygląda wtedy niezwykle ciekawie, tylko wtedy tym bardziej lepiej nie przyznawać się co drzemie pod maską. Ogólna jakość wykonania jest całkiem niezła. Dominują miękkie materiały i gumowaty plastik, a elementy umieszczone trochę niżej choć twarde sprawiają wrażenie dobrych jakościowo. Podobać może się też ambientowe oświetlenie wnętrza w boczkach drzwi. Mamy do wyboru pięć kolorów, których jasność możemy zmniejszyć jak i całkowicie wyłączyć. Możemy też włączyć oświetlenie wyłącznie z tyłu co spodoba się np. podróżującym z nami dzieciom. Tunel środkowy wygląda zupełnie inaczej z tradycyjną dźwignią hamulca ręcznego, a jego elektronicznym odpowiednikiem. Ja pierwszy raz zobaczyłem na oczy jak wygląda pierwsza wersja i pomijając fakt, że nie mamy możliwości umieszczenia telefonu w miejscach na napoje, to klasyczna forma wygląda bardziej elegancko.

Minimalizm za dopłatą

Chociaż nowe Megane na początku robiło spore wrażenie (wielki ekran dotykowy, cyfrowe zegary) teraz staje się codziennością nowych samochodów. Mimo to Renault wygląda świeżo. No może poza ilością przycisków na wygodnej, miękkiej kierownicy. Gdy zdecydujemy się na największy, 8,7 calowy ekran systemu R-Link 2, przyciski na desce rozdzielczej zostaną zredukowane do minimum. Najwięcej sporów pojawi się przy obsłudze klimatyzacji, bo o ile temperaturę dwóch stref ustawimy za pomocą dedykowanych gałek, tak siłę nawiewu i jego miejsce musimy wybrać przy użyciu dotykowego wyświetlacza. System R-Link 2 wymaga nieco przyzwyczajenia, poszperania nad funkcjami, a gdy się do niego przyzwyczaimy można na nim działać nawet „intuicyjnie”. Pomagają duże przyciski funkcyjne co znacznie ułatwia obsługę podczas jazdy. System działa szybko i jest czytelny, co pomaga zwłaszcza przy korzystaniu z nawigacji. Ponadto mamy możliwość podłączenia telefonu poprzez Android Auto czy Apple Car Play. Więcej nie potrzeba.

Megane w wersji kombi pojawiło się na rynku nieco później niż hatchback dzięki czemu udało się poprawić to i owo. Między innymi kamerkę cofania, która w wersji hatchback jest umieszczona w znaczku co wygląda ciekawie, ale to co ładne nie zawsze jest funkcjonalne, a kamerka szybko się brudzi zwłaszcza w deszczu. Ktoś w Renault poszedł po rozum do głowy i w wersji z większym bagażnikiem kamerka została schowana we wnęce nad tablicą rejestracyjną.

Zobacz również:   [TEST] Mitsubishi L200 Monster 2.4 DiD 181 KM

Fotele zapewnią poczucie bezpieczeństwa

Pół kubełki wersji GT-Line (i pakietu GT-Line we wnętrzu za 1000 zł wspomnianym wcześniej) względem podstawowych foteli oferuje bardzo dobre trzymanie boczne. Siedzi się nisko i jest się wręcz otulonym. Standardowo mamy tapicerkę materiałową, ale możemy dopłacić jeszcze więcej, a nasze fotele będą pokryte Alcantarą. Podłokietnik jest wygodny i chociaż regulowany na długość, nieco zbyt krótki.

Z tyłu kanapa ma już standardowy profil ale nie zapomniano o specjalnym poszyciu. Miejsca jest wystarczająco dla dwójki dorosłych pasażerów i nikt nie powinien narzekać na miejsce nad głową czy na nogi. Podobają mi się zainstalowane nawiewy na tył w konsoli środkowej i  wyjście 12V. Szkoda, że nie dodano portów USB, w końcu każdy ma taki kabel przy sobie. Pozostają dwa porty USB z przodu.

Bagażnik nie porywa ale jest funkcjonalny

Nasze Renault w wersji kombi nie jest królem przestrzeni bagażowej. 521 litrów nie powala na kolana. Gdyby nie koło dojazdowe (400 zł), bagażnik zwiększyłby się o dodatkowe 59 litrów. Warto jednak dopłacić i mieć święty spokój. Ponadto mamy sprytnie rozdzieloną przestrzeń dzięki podnoszonej przegrodzie. Znajdziemy tu wyłącznie jedną lampkę na tak duży bagażnik ale także dwa haczyki i wnęki po bokach.

Czy mała benzyna wystarczy?

Silnik 1.2 TCE to bardzo popularna jednostka o pojemności 130 KM i 205 Nm momentu obrotowego połączona z manualną, sześciobiegową skrzynią biegów. Samochód jest dość dynamiczny i żwawy, gdy podróżujemy sami lub z średnim obciążeniem. Wtedy Megane powinno przyspieszyć do „setki” w 11 sekund, a prędkościomierz ma zamknąć się przy 197 km/h. Pojemność wydaje się być nieco za mała, gdy będziemy jechać w cztery dorosłe osoby z bagażami, spalanie wzrośnie 1,5 litra, a żeby zachować dynamikę, trzeba wkręcać go na wysokie obroty. Po ujęciu dwóch osób poczujemy jakby Megane dostało nowe życie. Jeśli więc dużo podróżujecie ze sporym obciążeniem, warto zdecydować się na któryś z mocniejszych silników wysokoprężnych. W innym przypadku spokojnie wystarczy benzynowa jednostka TCE o pojemności 1.2 litra. Benzynowa odmiana zużyje średnio 6 litrów na trasie przy niskim i 7 litrów przy dużym obciążeniu i naturalnej dynamice. Da się zejść poniżej tego poziomu, ale wymaga bardziej ekonomicznej jazdy. W mieście ujrzymy przeważnie spalanie 8 litrów.

Niezła bujanka

Zawieszenie Megane Grandtour jest bardzo miękkie i sprężyste. Na nierównościach auto wydaje się robić niekończące się przysiady. Przydałaby się też większa precyzja prowadzenia. Autem po prostu buja. Jeśli oczekujecie sportowych doznań warto zamienić GT-Line na pełnoprawne GT. Tam zawieszenie jest bardziej sztywne, a funkcja 4Control zapewni jeszcze lepsze doznania podczas szybkiej jazdy.

Podsumowanie

Megane Grandtour to jedno z ładniejszych kombi na rynku. Mimo to nie zapomniano o funkcjonalności i przestronności wnętrza. Zwłaszcza podobają mi się wygodne, półkubełkowe fotele wersji GT-Line, które świetnie trzymają ciało w zakrętach. A to bardzo ważne, gdyż miękkie zawieszenie Megane zapewni nam prawdziwą bujankę. Jeśli oczekujecie pewności w prowadzeniu trzeba będzie dołożyć do pełnoprawnych wersji GT bądź RS. Jeśli wymagacie po Megane wyłącznie atrakcyjnego wyglądu i w miarę dobrej wygody to z pewnością wersja GT-Line będzie wystarczająca. Tym bardziej, że oferuje wyposażenie to samo wyposażenie co Intens, w identycznej cenie, która zaczyna się od 80 299 zł plus kilka dodatków.

Dodaj komentarz