Badania poziomu czytelnictwa w Polsce, przeprowadzane przez Bibliotekę Narodową, już od lat, ze skutecznością fińskiego snajpera, wywołują u mnie szok połączony z niedowierzaniem. Jedynie 37% Polaków, w wieku powyżej 15 lat, przeczytało przynajmniej jedną książkę przez cały 2016 rok. Czyli, aż 63% nie dało rady przeczytać, ani jednej, nawet głupiej biografii jakiegoś youtubera o wybujałym ego. Przypominam jedynie ze w tych 37% sporą częścią są osoby poniżej 18 roku życia, które były zmuszone do czytania, a nie zrobiły to z własnej potrzeby. Pożytek z tego taki jak z rozlanego piwa. To jednak nie koniec, bo 16% badanych nie przeczytało przez ubiegły rok zupełnie nic. Nawet cholernego artykuły w gazecie, czy w internecie. Nawet notki prasowej, nawet przepisu na sernik, nawet składu proszku do prania, siedząc na kiblu! Szczerze mówiąc, ciężko jest mi sobie wyobrazić coś takiego, a właściwie wydaje mi się, że tacy ludzie musieli, albo siedzieć cały rok w bieszczadzkim lesie, albo włożyli bardzo dużo wysiłku w to, żeby nie dowiedzieć się niczego pożytecznego przez caluśki rok! Brawa dla tych państwa!

Spróbujmy jednak zastanowić się, nad tymi 47%, które coś tam przeczytały, ale na całą książkę, no po prostu nie znaleźli czasu. Po pierwsze twierdzenie, że nie znaleźli czasu to słaba wymówka, bo nawet czytając po jednej stronie dziennie, co zajmuje nie więcej niż 5 minut, przeczytaliby chociaż jedną książkę, albo nawet dwie krótkie! Z resztą mniejsza o to, ponieważ mimo tego, że nie znajdujesz czasu na czytanie, to istnieje wciąż duże prawdopodobieństwo, że codziennie jeździsz samochodem, do szkoły, pracy, kościoła (niepotrzebne skreślić). W tym czasie, masz do dyspozycji kilka opcji spędzenia czasu.

Po pierwsze słuchanie silnika, ale umówmy się, warte tego i to jeszcze na co dzień jest jakieś 3% samochodów na naszych drogach, a Civic z dziurawym wydechem, absolutnie się do nich nie zalicza. Z resztą nawet jeżdżąc codziennie Ferrari, w końcu będziesz miał dosyć natarczywego warkotu V dziesiątki, to tak jak z ukochaną kobietą. Kiedy na początku znajomości wydaje Ci się że możesz słuchać jej melodyjnego głosu aż do śmierci, to masz rację, wydaje Ci się.

Drugą opcją jest słuchanie muzyki. O ile jeszcze słuchasz, czegoś konkretnego, masz jakikolwiek gust muzyczny i słuchasz tej muzyki świadomie to pół biedy. Nieco gorzej jak słuchasz komercyjnej papki, przeplatanej reklamami, którą serwują nam polskie radiostacje i to nawet te o pełnym kapitale polskim! Znaczy jak chcesz i lubisz to sobie słuchaj, ja też czasem to robię, ale umówmy się robienie tego na co dzień nie czyni Cię lepszą wersją samego siebie, a jedyne co daje na dłuższą metę to ubytek mózgu.  W takim razie jak żyć i co robić w tym samochodzie, kiedy codziennie spędzasz w nim, załóżmy 2 godziny?

Jeżeli bardzo nie chcesz być głupi, ale jednocześnie uparcie twierdzisz, że nie masz czasu na czytanie(z resztą czytanie za kierownicą to dość kiepski pomysł), to tutaj przychodzi Ci na ratunek opcja numer 3. Wynalazek już co prawda nie nowy, ale wciąż trzymający się świetnie i o ile mi wiadomo, wciąż zyskujący nowych zwolenników. Chodzi mi o audiobooki, dla nieznających tematu (chyba nie ma tutaj takich, co?), są to nagrania książek, czytanych przez lektorów. Czyżby nie na to czekało polskie społeczeństwo? Czyżby nie to wytrącało z ręki ten najgłupszy argument świata, pod tytułem: „Nie mam czasu”? No chyba tak! Teraz możesz należeć do elitarnego grona 37% światłych, szlachetnych Polaków nie czytając samemu ani słowa! Nie wiem jak sprzedawcy audiobooków, mogą jeszcze nie używać tego zdania jako sloganu reklamowego? Swoją droga właśnie zastrzegam sobie prawa do niego, jak chcecie to używajcie, ale płaćcie mi hajs.

Ale hola, hola, Panie pisarzyna, to czym się różni słuchanie, jak gada do Ciebie jakiś typ, od słuchania radia? Przecież to dalej nie jest czytanie! Toż to jawne oszustwo!

Macie mnie! Fakt to oszustwo. To tak jakbyś chciał się nauczyć dodawać w głowie, ale używał ciągle kalkulatora. Chociaż to trochę zbyt duże uproszczenie. Zastanówmy się jednak, co tak naprawdę daje nam czytanie? Czy to tylko poznawanie jakiejś historii, zwykłe przyjmowanie informacji? Zdecydowanie nie!

Czytanie nie jest rozrywką w stylu oglądania TV, czy filmów na youtubie. Tutaj nasz mózg nie ma wszystkiego podanego na tacy i musi się nieco wysilić, aby słowo, wyobrażeniem się stało. Istnieje pewna teoria naukowa, według której nagły rozwój ludzkości jest związany właśnie z wynalezieniem druku przemysłowego i boomem czytelnictwa. Kiedy ta umiejętność przestałą być zarezerwowana dla kleru i bogatych ówczesnego świata, za to trafiła pod strzechy okazało się, że świat zaczął przeć do przodu jak szalony. Co raz więcej ludzi wpadało na rewolucyjne pomysły, coraz więcej z nich zaczęło się zastanawiać nad tym po co my tu jesteśmy i zaczęli pragnąć dokonania czegoś więcej niż tylko przeżycia do starości, płodząc przy tym możliwie najwięcej dzieci.

Konkluzja jest prosta, czytanie rozwija mózg, a rozwinięty mózg to największa broń i tarcza, jaką dziś może dysponować normalny człowiek. Tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, ani nikogo przekonywać do tak oczywistej racji.

Wróćmy jednak do tematu audiobooków. Czy jest to czytanie? Nie. Czy rozwija tak samo jak czytanie? Nie wiadomo, ale stawiam że mniej. Czy w takim razie jest sens to robić? Po stokroć tak! A jeżeli poza tym nie czytacie słowa pisanego i oprawionego w twardą okładkę to po tysiąckroć. W dzisiejszym zabieganym świecie, często musimy sięgać po substytuty, bo na oryginały nie mamy czasu, albo pieniędzy. Zamiast domowego obiadu, gotowe dania z mikrofali. Zamiast biegania po lesie, bieganie na bieżni, na przepoconej siłowni. Zamiast rozgwieżdżonego nieba nad głową, dudniący bas w klubie. Czy w końcu klasyk z PRL, szklanka wody zamiast seksu. No to chyba sami widzicie, że audiobook zamiast, książki jest najzdrowszym substytutem znanym człowiekowi. Audiobooki 1, wtórni analfabeci 0.

Szerokiej drogi i otwartej głowy, tego Wam i sobie dziś życzę, do usłyszenia mobilki! 😉

 

Dodaj komentarz