Hyundai i10. Co ja mogę o nim powiedzieć? Ostatnio klasycznie z racji tego że testuje auta, które nie są już „świeżakami” na rynku. Każdy się już napatrzył, każdy ma swoje wyrobione zdanie. Nawet Hyundai już odpłyną daleko całą swoją linią od swojego najmniejszego dziecka. Wszystkie znaki na niebie i ziemi jednoznacznie świadczą o tym, że jego żywot jest bliski końca i najwyższy czas przygotować się na nadejście następcy. Czy jednak mały Koreańczyk to już auto stracone i nie warte uwagi? Czy to już tylko relikt przeszłości, a może w dalszym ciągu atrakcyjna pozycja na rynku małych aut miejskich? Postanowiłem to sprawdzić i zabrałem i10-tkę na tygodniowy test, nie tylko w mieście, ale też na dłuższej trasie. Jak wypadł? Sprawdźcie sami. Zapraszam!

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Najmniejszy model w gamie Hyundaia, jest już z nami od 2013 roku. Cztery lata to nie tak znowu długo. Patrząc jednak na jego sylwetkę, nie sposób odnieść wrażenie, że projekt nieco się już zestarzał. Sytuacji nie poprawia nawet jego niedawny lifting. Na tle futurystycznej konkurencji już nieco odstaje, ale czy to znaczy, że i10 jest brzydki? Tego powiedzieć nie można, to po prostu najbardziej stateczny i stonowany przedstawiciel swojej klasy. Z resztą projektanci wyraźnie postawiali na funkcjonalność i efektywność, zamiast na efektowność, która z reguły nie przydaje się zupełnie do niczego. Facelifting dał nam bardziej agresywnie zarysowany przód i reflektory LED do jazdy dziennej. Z tyłu nie zmieniło się praktycznie nic, poza światłami przeciwmgielnymi, które teraz mają kształt koła. Ot po prostu spokojnie zaprojektowane małe auto miejskie, w sam raz do poruszania się na co dzień, bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. Uroku, przynajmniej według mnie dodają koła przesunięte maksymalnie w skrajne krawędzie auta, może to sugerować, całkiem niezłe prowadzenie, co w tej klasie jest prawdziwym rarytasem, do tego przejdziemy jednak później.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Najcięższa zadanie w przypadku tworzenia małych aut, to odpowiednie gospodarowanie miejscem we wnętrzu. Trzeba się nieźle nagimnastykować, aby zapewnić odpowiednią przestrzeń czterem pasażerom i jeszcze znaleźć im jakiekolwiek miejsce na nawet małe bagaże. Z tego zadania Hyundai wywiązał się świetnie. Oczywiście jazda i10tką w 5 osób na dłuższą metę to będzie gehenna, ale chyba nikt nie kupuje takiego auta z myślą o rodzinnych wyjazdach na wakacje. Na krótkich dystansach mały Koreańczyk poradzi sobie z przewiezieniem pięciu osób, całkiem nieźle, a przy 4 pasażerach, nie będzie już żadnych powodów do narzekania.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Szczególna pochwała należy się za ilość miejsca nad głową, ja przy swoich 185 centymetrach wzrostu, nie miałem obaw o popsucie fryzury nawet siedząc na tylnej kanapie. Reszta wnętrza to klasyczna prostota, nie spodziewajcie się żadnych fajerwerków, czy nowinek technologicznych. Przed sobą mamy schludnie zaprojektowaną deskę rozdzielczą, do bólu prostą. Na szczęście równie prostą w designie co w obsłudze, a to jest sporym atutem. W końcu w ciasnym ruchu miejskim, skupianie się na przyciskach, pokrętłach i ekranach dotykowych nie jest najlepszym pomysłem. Hyundai nam tego oszczędzi, a przy tym nie będziemy się czuć jak we Fiacie 126.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Materiały oczywiście mogłyby być lepsze, ale to wiązałoby się z wyższą ceną. Na pocieszenie dostajemy, wyśmienitą ergonomię, bardziej niż przyzwoitą jakość montażu, wzorową widoczność i wygodę, której nie powstydziłyby się auta, nawet o numer większe. Przy pierwszym kontakcie nieco dziwi duża kierownica, sprawiająca wrażenie zamontowanej w tak małym aucie, przez pomyłkę. Jednak po kilku kilometrach spędzonych na jej obsługiwaniu przestajecie zauważać jej kuriozalny rozmiar, docenicie za to wygodę którą oferuje.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Pochwalić należy również fotele, które nie zmęczą waszych pleców, nawet po trzystu kilometrowej trasie. Na koniec rozmów o wnętrzu, nie można nie wspomnieć o bagażniku, który wydaje się być wielkości typowej damskiej torebki. Na szczęście posiada, jeszcze jedną z cech tego tajemniczego artefaktu, czyli pomieści sporo więcej niż na to wygląda.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Ok, a jak się tym jeździ? O dziwo nie najgorzej. Naturalnie nie ma się co spodziewać prowadzenia, godnego zwariowanego gokarta, ani przyspieszeń rodem z aut z V8 pod maską. Nasza testówka miała pod maską wolnossący silnik o pojemności 1,2 litra i zatrważającej mocy 87 koni. Powiecie, że to niewiele, ale weźmy pod uwagę, to że i10-tka waży sporo poniżej tony. Do tego dochodzi bardzo zmyślnie dobrana, manualna skrzynia biegów o 5ciu przełożeniach. Nad samym lewarkiem można by się debatować, bo mimo swojego totalnie nudnego wyglądu, świetnie leży w dłoni, a operowanie nim to prawdziwa przyjemność.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Krótki i precyzyjny skok, przyjemne kliknięcie przy zapięciu biegów, sprawiają że zabawa nim, w ruchu miejskim to świetnie urozmaicenie po nudnym dniu w biurze. Do tego dochodzi wyśmienicie wyczute zestopniowanie skrzyni. Mamy bardzo długie przełożenia pierwszego i drugiego biegu, co skutecznie maskuje niedobory mocy i zapewnia odpowiednią dynamikę w typowej miejskiej jeździe od świateł do świateł. Do tego dochodzi całkiem długi piąty bieg, który dba o zmniejszenie spalania jeżeli wpadnie nam do głowy pomysł weekendowego wypadu za miasto.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Dynamika jest akceptowalna, a jak ma się sprawa ze spalaniem? Stwierdzenie, że bardzo przyzwoicie, to w tym wypadku niedomówienie. Ja ze swoją ciężką nogą i dużą dawką zaparcia, żeby zmusić i10 do dużego spalania, pokonałem barierę 6,5 litra, ba! Nawet udało mi się dojść do 6,7! Niestety gdy tylko zmęczyłem się ciągłym trzymaniem kolana w pozycji wyprostowanej i zacząłem jeździć nieco mniej ostro, Hyundai od razu niweczył wszystkie moje wysiłki i nawet w ruchu miejskim obniżał swój apetyt do żałosnych 5,2 litra. Jeszcze gorzej było kiedy ruch przestał być ekstremalnie gęsty, wtedy spalał 4,7l. Jeżeli więc chcecie robić do swojej firmy koszty na paliwie, kupno i10 to bardzo kiepski wybór. Chociaż pewnie większości z Was niskie spalanie nie będzie przeszkadzało.  Wiem, że konkurencja obiecuje niższe spalanie, ale jak mawia klasyk samochodami jeździmy po asfalcie, a nie na papierze. Na drodze i w normalnych warunkach, a nie tych laboratoryjnych mały Hyundai jest niebywale oszczędny.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Pozostało podsumowanie spotkania z małym Hyundaiem. Jakie finalnie mam do niego uczucia? Po pierwsze nie da się zaprzeczyć, ze nadgryzienie zębem czasu jest już widoczne i szczególnie tak szybko rozwijająca się marka, jaką jest Hyundai, powinna w krótce wymienić ten model na nieco nowocześniej wyglądający. Jednak design jest kwestią gustu, niektórym może się podobać właśnie taki stonowany, nierzucający się w oczy styl i nie ma w tym nic złego.

Hyundai i10 FL fot. Marta Witkowska

Z resztą wygląd to chyba jedyna rzecz do której mogę się przyczepić w i10. To auto, które bardzo dzielnie znosi trudy życia w mieście i nie zawodzi, kiedy wybierzemy się nim w trasę. Fakt na drogach szybkiego ruchu, przy większych prędkościach nieco dokuczają boczne podmuchy, ale czego można oczekiwać, po małym pudełkowatym aucie miejskim? Do samego prowadzenia, po zakrętach już przyczepiać się nie muszę, bo mimo dość wysoko postawionego środka ciężkości, auto zachowuje się bardzo stabilnie i nawet kiedy wyjeżdża przodem to nie robi tego z zaskoczenia, a daje nam wcześniej sygnały, że przednie koła mogą stracić przyczepność. Wisienką na torcie jest spalanie rodem ze skutera, a nie samochodu. Czy warto więc kupić to auto, jako codzienne miejskie wozidełko? Jeżeli nie zależy Wam na zadawaniu szyku, pod galeriami handlowymi, za to cenicie sobie porządne wykonanie i Wasze pieniądze to z pewnością tak. Ja jednak czekam na nową generację i10-tki. Nie dlatego, że obecna mi się nie podoba, co to to nie! Tylko widząc ruchy marki Hyundai i to jak szybko prze do przodu, jestem szalenie ciekawy co teraz zaprezentują w tym segmencie. Do usłyszenia!

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz