Nikt się nie spodziewał

Był rok 1989 kiedy swoją premierę miało dwudrzwiowe, niewielkie Coupe, które Mitsubishi nazwało Eclipse na cześć wyścigowego konia z Anglii. Wszystko to trwało przez 22 lata i cztery generacje, kiedy to Eclipse (ten motoryzacyjny) przeszedł w stan spoczynku. Model ten przez kilka lat nieobecności postanowił się mocno roztyć (znowu nawiązanie do brytyjskości?), gdyż z małego sportowca, przerodził się w puszystego Crossovera.

Obecnie na polskim rynku Mitsubishi poza modelem Space Star oferuje wyłącznie auta o podwyższonym prześwicie. Na razie nic nie wskazuje na to, aby marka spod znaku trzech diamentów planowała zmienić kierunek, w którym zmierza. Pozostało jednak jedno, styl, który kojarzyć się może tylko i wyłącznie z Japonią.

Można go pokochać albo przejść obok z szyderczym uśmiechem

Eclipse Cross mocno nawiązuje do modelu Outlander, co widać szczególnie z przodu. Eclipse Cross idzie jednak o krok dalej jeśli chodzi o futurystyczny wygląd. Linia nadwozia jest bardziej aerodynamiczna, efektem czego powstało coś w stylu pięciodrzwiowego Coupe o bryle Crossovera. Widać, że projektanci nie mogli się zdecydować co to ma być do końca za auto. Dynamicznie wyglądający Crossover ma mnóstwo chromowanych detali, ogromne światła przeciwmgielne z kierunkowskazami umieszczone w zderzakach i czerwoną linię w progach dookoła całego auta, która w przypadku czerwonego lakieru całego auta optycznie zanika.

Gdy spojrzymy z boku auta, zauważymy wysoko poprowadzoną maskę z przodu i dość mocno opadający dach. Samochód wydaje się być nagle mocno ścięty z tyłu. Efektem czego powstała dwuczęściowa szyba przedzielona światłami poprowadzonymi przez całą szerokość. Mitsubishi Eclipse Cross wygląda specyficznie i może się komuś albo podobać albo nie, ale nie można mu odmówić oryginalności. Podobno Eclipse Cross to model, przy którym nie maczał jeszcze palców Nissan, jednak, gdy spojrzymy na dość ekstrawaganckie linie Mitsubishi, ciężko uwierzyć, że twórca Juke’a nie wtrącił tu swoich trzech groszy. Ja uważam, że najlepiej wygląda o zmroku. I to nie dlatego, że go nie widać, ale dlatego, że wtedy najlepiej widać świetnie zaprojektowane światła zarówno z tyłu jak i przodu.

Spartańsko

Wnętrze Eclipse Cross jest równie futurystyczne i typowo „japońskie” co z zewnątrz. Dominują ciemne i twarde materiały, które są dobrej jakości. Znajdziemy tu, jak to w przypadku Mitsubishi, mnóstwo błyszczących, czarnych wstawek, jednak wnętrze rozjaśniają srebrne listwy umieszczone w centralnej części deski rozdzielczej czy boczkach drzwi. O ile większość materiałów będzie odporna na zniszczenia, tak błyszczące plastiki mogą szybko złapać drobne rysy.

Zobacz również:   [TEST] MINI John Cooper Works Paceman

Coś na co czekali wszyscy właściciele Mitsubishi

Centrum multimedialne zostało umieszczone wysoko na desce rozdzielczej. Nie wiem skąd ta moda na wyglądające jak doczepiane do deski ekrany. Nie jest to zbyt ładne, ale takie rozwiązanie stosuje nawet Mercedes. Jest za to jeden plus tego rozwiązania. Nasz wzrok nie ucieka daleko od drogi, gdy musimy zmienić stację radiową, czy spojrzeć na mapy nawigacji. Ekhm. Nawigacji, której nie ma, chyba, że podłączymy się przez Android Auto czy Apple Car Play i będziemy korzystać np. z Map Google. Natomiast co ciekawe, Mitsubishi ma wbudowane nadajniki GPS, które podadzą aktualną pozycję samochodu. Chyba chodziło o redukcję kosztów korzystania z map. Sam system to niebo, a ziemia w porównaniu z tym co oferowała do tej pory marka z Japonii. Jakość obrazu jest wręcz wyśmienita, graficznie wygląda elegancko i oferuje nowoczesne rozwiązania. Możemy słuchać nawet cyfrowego radia DAB. Ekran jest dotykowy, ale możemy też korzystać z funkcji TouchPada. Obsługa tego drugiego jak i całego systemu nie sprawia większego problemu. Wszystko działa szybko i intuicyjnie. Brawo.

Dużo miejsca w kabinie…

Na plus zasługuje łatwość znalezienia idealnej pozycji za kierownicą. Kierownica jest sterowana w dwóch płaszczyznach, a fotel jest regulowany także na wysokość. Fotel możemy obniżyć bardzo mocno, dzięki czemu będziemy mieli wrażenie, że nie siedzimy w wysokim Crossoverze. Zarówno fotele jak i kierownica są podgrzewane. Mitsubishi zrobiłem blisko 2000 km, na dłuższych dystansach fotele powodują delikatny dyskomfort pleców, ale nie na tyle, żeby narzekać na cały wyjazd. Szkoda, że podłokietnik konsoli środkowej jest krótki i usytuowany głęboko w tył. Pod nim otrzymamy za to spory schowek.

Z tyłu będziemy mieli sporo miejsca na nogi i wystarczająco miejsca na głowę. Narzekać będą jedynie koszykarze czy siatkarze, ze względu na mocno opadający z tyłu dach. Dodatkową dawkę komfortu otrzymamy dzięki podgrzewanym siedziskom czy podłokietnikowi z miejscami na kubki. A jeśli to nadal mało, kanapa jest przesuwana, o zakresie regulacji 20 centymetrów, a oparcia można pochylać.

… i niestety niewiele w bagażniku

Mocno ścięty tył ma też niestety swoje odbicie w przestrzeni bagażowej. Ta wynosi 374 litry. Niewiele jak na samochód tego segmentu. Niski próg załadowczy jest zasługą schowka umieszczonego pod podłogą. A tam oprócz miejsca na drobiazgi znajdziemy jedynie zestaw naprawczy. Projektanci na szczęście nie zapomnieli o haczyku (aż jeden) na zakupy, oraz czterech uchwytów do umocowania bagażu.

Zobacz również:   [TEST] Renault Megane Grandtour GT-Line 1.2 TCE 130 KM

Mały wybór ale dobry wybór

Do wyboru, jeśli można tak w ogóle powiedzieć, bo w ofercie występuje jedynie silnik benzynowy 1.5 Turbo, będziemy mieli skrzynię manualną bądź bezstopniową CVT. Mój egzemplarz był wyposażony w tą drugą, na szczęście nie taką jak w Toyocie, gdzie każde mocniejsze wciśnięcie pedału gazu będzie równoznaczne z niemiłosiernym wyciem jak po włączeniu odkurzacza z czasów PRLu. Mamy wirtualne 8 biegów, które dlatego, że są wirtualne, zmieniają się niemal natychmiast i zawsze trafnie dobierają potrzebne obroty.

Silnik generuje 163 KM przy 5500 obr./min.  i 250 Nm momentu obrotowego w szerokim zakresie 1800 – 4500 obr./min. co jest co najmniej wystarczające dla półtorej tonowego pojazdu. Przez bryłę auta, mamy wrażenie, że nie jest On bardzo dynamiczny, ale w rzeczywistości jest nieźle. Od 0 do 100 km/h przyspieszymy w 9,8 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi tutaj 200 km/h. Jednak nie będziemy chcieli jeździć zbyt szybko. O ile przy 120 km/h jest stosunkowo cicho, przy 140 km/h zaczynamy słyszeć dość głośny ale jeszcze nie uciążliwy dźwięk oporów powietrza, tak przy 160 km/h dźwięk z zewnątrz jest już bardzo irytujący.

Zużycie paliwa benzynowego Eclipse Cross, wydaje się być na podobnym poziomie, co Outlandera z silnikiem Diesla. Nie jest źle, na trasie zużyjemy od 6,5 do 7,5 l/100 km w zależności od stylu jazdy. W mieście będzie bliżej 10 litrów. Jeśli wybierzemy się w podróż drogami ekspresowymi zużycie paliwa wyniesie średnio 8,4 l/100km, a na autostradach 10,3 l/100km.

Świetne własności jezdne

To czego nie można odmówić Mitsubishi Eclipse Cross to doskonałe własności jezdne. Mimo gabarytów i wyższego środka ciężkości samochód prowadzi się doskonale. Zawieszenie jest trochę bardziej usztywnione dzięki czemu nie uświadczymy większego pływania nadwozia, a duże felgi zwiększają pewność prowadzenia auta. Samochód wręcz doskonale spisywał się na górskich wirażach i serpentynach, jedyne co hamowało mnie przed dalszą, żwawą jazdą to inni użytkownicy dróg. Oczywiście, takie zestrojenie będzie miało odzwierciedlenie w komforcie, ale gwarantuję Wam, że nikomu nie wypadną zęby. Jest lepiej niż OK.

Zobacz również:   [TEST] Volvo V40 Cross Country Ocean Race T3 152 KM AT

Napęd na cztery koła jest dostępny wyłącznie w opcji ze skrzynią CVT. S-AWC, bo tak nosi nazwę innowacyjny napęd od Mitsubishi nie jest tym samym, który znajdziemy w większym Outlanderze. Z poziomu kierowcy jest znacznie bardziej uproszczony. Do wyboru zamiast oznaczeń 2WD, 4WD, 4WD Lock, co dla  niektórych może oznaczać tyle co nic, tutaj mamy tryby Auto, Snow i Gravel, w zależności od nawierzchni, po której jedziemy. Ja nie oczekuję, z Eclipse Cross rasowej terenówki, dlatego ten napęd w zupełności wystarczy do jazdy po mniej utwardzonych ścieżkach, czy do wyjazdu z nieodśnieżonego podjazdu.

Eclipse Cross to pierwszy samochód, w którym miałem okazję w sposób nie wymuszony przekonać się o działaniu awaryjnego hamowania. I chociaż moja prędkość nie była wielka i miałem zamiar rozpoczęcia manewru wyprzedzania, Mitsubishi rozpoznał osobę idącą poboczem uznając, że lepiej będzie zatrzymać samochód. Dodatkowo znajdziemy tu takie gadżety jak system kamer 360⁰, monitorowanie martwego pola czy rozpoznawanie nadjeżdżających samochodów, gdy wyjeżdżamy tyłem z prostopadłego parkingu. Mamy też mniej przydatne funkcje jak ostrzeganie dźwiękiem o niezamierzonej zmianie pasie ruchu, czy automatyczne światła drogowe. Tempomat aktywny został zarezerwowany wyłącznie dla najdroższej wersji Eclipse Cross.

Podsumowanie

Bez dwóch zdań Mitsubishi Eclipse Cross jest samochodem kontrowersyjnym. Zaskakuje tam, gdzie się tego nie spodziewamy, a niekiedy rozczarowuje myśląc, że to nie możliwe. Wysoki Crossover spod znaku trzech diamentów prowadzi się wyśmienicie, jest w stanie poradzić sobie w trudniejszych warunkach, ma nowoczesne systemy bezpieczeństwa, a nowy system multimedialny to coś, na co wszyscy długo czekali w Mitsubishi. Szkoda tylko, że oferuje tak mało przestrzeni bagażowej, a materiały przypominają te z segmentu B. Tym bardziej, że koszt zakupu nie jest mały. Testowana wersja Intens Plus wymaga wyłożenia 134 tys. zł. Wszystko opiera się więc na intrygującym wyglądzie, który może przeważyć na zakupie lub spojrzeniu na Eclipse Cross jedynie z uśmiechem. Ja jednak uważam, że cena jest odrobinę za wysoka.

Dodaj komentarz